Przejdź do głównej zawartości

Posty

Już niżej chyba upaść się nie da

Wiosna wciąż trwa, a po niej niechybnie nastąpi lato. 6 miesięcy ambiwalencji. Radości przeplatanej przygnębieniem i frustracją spowodowanej nadmiernym ciężarem swego ciała. Nie jest to frustracja wynikająca bynajmniej z powodu wyglądu. Frustracja spowodowana niechęcią wyjścia z domu i pokazania się światu. Frustracja spowodowana potencjalnym obrazem swego ciała w lustrze przymierzalni. Pamiętam ten szok, który towarzyszył mi jeszcze długi czas po spojrzeniu w lustro w modzie polskiej na placu chyba wyzwolenia w Szczecinie. Mierzyłam strój kąpielowy. Ujrzałam obłe ciało z gąbczastą fakturą w jasnym świetle jarzeniówki w przyciasnej przymierzalni. A przecież nie było źle. Może 65 kg wagi. Może 67. Nie było ideału, ale nic nie wylewało mi się z przyciasnych spodni.
Teraz mam nadwagę. Dużą. Ważę ponad 90 kg. W dzieciństwie byłam grubym dzieckiem. W jakiś sposób moja grubość definiowała mnie. Ja byłam ta młodsza, grubsza. Córeczka Tatusia. Moja siostra chuda i wysoka. Córeczka Mamusi. Chu…
Najnowsze posty

Gorsza strona wiosny

Przyszła prawdziwa wiosna a wraz z nią koszmar człowieka, który przez zimę zdołał przybrać 10 kg na wadze. Byłam dziś na pikniku. Ledwo oddychałam wciśnięta w opinający mnie gorset. Czułam się jak objuczona Rumunka dźwigająca 30 kg na plecach, 30 kg po bokach i 30 kg w postaci nerki przyczepionej do brzucha. Moje dziecko zdołało mnie umazać lodem w okolicach mojej największej opony, co skutecznie ściągało na mnie wszystkie spojrzenia. A właściwie na mój wielorybi brzuch. Po prostu monstrum. Kiedy ja się wybudzę z tego koszmaru? Nie znoszę jedzenia, a jednak zawsze znajdę sposobność, żeby w siebie coś wcisnąć. Armia psychoanalityków z Freudem, Jungiem i Adlerem na czele może by coś rozsądnego miała na ten temat do powiedzenia, ale ja wymiękam. Mój ptasi mózg nie jest w stanie ogarnąć tematu. Właściwie to jeszcze jeden powód do schudnięcia. Uwielbiam wiosnę i chciałabym móc prawdziwie się nią cieszyć. AD 2019.

Końca nie widać

Paradoksem jest, ze w ciągu ostatnich kilkuset lat ludzkość zdążyła polecieć na księżyc, wynaleźć szczepionkę na czerwonkę i cholerę, sklonować owcę i zapłodnić się in vitro, a wciąż nie potrafi uporać się z masą dodatkowych kilogramów. Paradoksem jest, ze gdy cześć świata cierpi głód, to wielka cześć umrze z przejedzenia będąc przy tym niedożywioną. Im więcej kilogramów tym niższy poziom życia, zadyszka, mniejsza sprawność, gorsze samopoczucie i niższa samoocena. A mimo to wciąż jem i jem. I końca nie widać.

Milestone czyli granica upadku

Kilka godzin później wciąż mam nadwagę. W dodatku na wyświetlaczu pojawiło się magiczne 90+. Plus 0.8 kg. Po raz pierwszy przekroczyłam tę magiczną granicę. Towarzyszą mi uczucia z gatunku ,so what’, czyli no i co z tego.  A powinno być: dawaj, napierniczaj w dół. Pot i łzy, ale już nigdy tak nisko nie upadnę. GI Jane!!! Napierdalaj do boju!!! Walcz, walcz, walcz z tymi kilogramami!!! Nigdy więcej!!

Ale co ja qurna komandosem jestem, ze mam stawać do boju? No qurna bez przesady.  Luzik. Ale swoją drogą w ramach zwykłej ludzkiej przyzwoitości coś powinnam z tym zrobić. Cokolwiek.

Mam nadwagę

Mam 25 kg nadwagi. Czego niestety nie da się ukryć. Udaję, że tego nie widzę i szybko przemykam obok luster mogących ujawnić moją przypadłość. W sumie to w życiu niczego obiektywnie mi nie brakuje. No może chęci do życia. I im bardziej chciałabym zniknąć, tym bardziej przybywa mnie na tym świecie. Coraz bardziej moje ciało wypełnia te przestrzenie, wylewa się i ulewa. Coraz bardziej zostawiam tu swój ślad. Ba, to nawet już nie jest ślad. Jest to wielki odcisk wielkiej stopy wielkiej dinozaurzycy. Za 2 miliony lat odkryją to paleontolodzy i będą się dziwić, że coś tak wielkiego istniało w erze udowodnionej szkodliwości nadwagi.  Moje opony to nie są już opony zwartego i nabitego ludzika Michelin. Moje opony to wylewające się ciało Jabby the Hutt. Jabby’m chciała być chuda! Chociażby po to, by oszczędzić sobie tych durnych wykwitów i polipów emocjonalnych. Emocjonalnej wysypki. Kurwa, przybądź wróżko i zamień mnie w coś bardziej człekokształtnego. W coś, co może się bez zadyszki porusza…